ARCHITEKTURA
WARSZAWA - PAWILON HANDLOWY CHEMIA
Paweł Giergoń    27-07-2010

Pawilon Chemia
Pawilon Chemia
Christian Kerez: "Warszawa ma wiele niezwykłych obiektów, takich jak np. pawilon “Chemii” na Brackiej [...]. To wspaniała, pełna przestrzeni, lekka i krucha budowla. Boję się, że niedługo może zniknąć. Bo problemem w tym mieście jest to, że przez dziesiątki lat było ono uśpione pod względem inwestycji i teraz nadrabia zaległości. Dzieje się to wszystko bardzo szybko, na granicy obsesji nowoczesnością. W efekcie ten wielki pęd do rozwoju zmiata z powierzchni miasta obiekty takie jak np. Supersam, który był znany na całym świecie. Musicie być bardziej ostrożni, bo mnóstwo świetnej architektury, którą Warszawa posiada, możecie w ten sposób bezpowrotnie utracić". (Warszawa nie jest z bajki, Życie Warszawy 04.04.2008)

Obawy Kereza ziściły się zaledwie tydzień później. Pawilon legł w gruzach 11 kwietnia 2008 roku. Historia ta ma również tragikomiczny epilog - autor zwycięskiego projektu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie przyjechał w tych dniach do stolicy z grupą szwajcarskich studentów architektury, pragnąc pokazać im róźnorodność miasta "pełnego architektonicznych kontarastów i kuriozalnych przeciwieństw" jak był to ujął w cytowanym wyżej wywiadzie. W czasie kiedy na warszawskich uczelniach prowadził wykłady i spotkania, jeden z najznakomitych przykładów powojennej architektury modernistycznej w Polsce demolowany był brutalnie szczękami maszyny burzącej.

W 1959 roku plac, na którym wzniesiony miał zostać pawilon "Chemii" przecinała ukośnie ulica Bracka. Nowa, powojenna zabudowa mieszkalno-usługowa południowej i zachodniej pierzei placu wymusiła uporządkowanie także tego fragmentu centrum miasta. Oprócz cofniętego w głąb placu pawilonu handlowego, powstać tu miał również parking na około 100 samochodów, służący głównie klientom zlokalizowanego po drugiej stronie ulicy Centralnego Domu Towarowego. Projekt pawilonu był dziełem dwóch znakomitych architektów: Jana Bogusławskiego i Bohdana Gniewiewskiego, autorów m.in. obszernych fragmentów powojennej zabudowy mieszkalno-usługowej Alej Jerozolimskich, w tym słynnego kombinatu gastronomiczno - usługowego "Praha", sąsiadującego z omawianym tu placem. Pawilon przeznaczony być miał do sprzedaży drobnych przedmiotów codziennego użytku (wyrobów z tworzyw sztucznych) a zarazem wizytówką państwowej Centrali Handlowej Przemysłu Chemicznego. Budowę ukończono w 1960 roku.

Koncepcja Bogusławskiego i Gniewiewskiego przewidywała zaprojektowanie nowoczesnego budynku, maksymalnie transparentnego dla widza, klienta i otoczenia. Wnętrze, wraz z eksponowanym w nim asortymentem rodzimej produkcji, miało być całkowicie widoczne z zewnątrz, z ulicy, chodnika, przejeżdżającego autobusu czy tramwaju. Tak sformułowane założenia pociągały za sobą konieczność użycia określonych, pozwalających na realizację śmiałych zamierzeń materiałów - stali i szkła. W owym czasie (przełom lat 50. i 60. XX wieku) stal w budownictwie była reglamentowana zaś szkło, podłej jakości. Należy tu przypomnieć, że pierwotna, gęsto podzielona elewacja CDT w Alejach Jerozolimskich była konsekwencją braku możliwości wyprodukowania wielkich tafli szkła a nie kaprysem architektonicznym Zbigniewa Ihnatowicza i Jerzego Romańskiego. Pierwsze szyby o powierzchni 8 m kw. wyprodukowano z wielkimi problemami dopiero w 1962 roku dla warszawskiego Supersamu. Fakty te należy brać pod uwagę, oceniając i doceniając zarówno śmiałość projektu jak i wykonanie pawilonu "Chemii" - budynku wzniesionego w lekkiej konstrukcji stalowej i całkowicie przeszklonego.

Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia
Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia Pawilon Chemia

Bez przesady można o pawilonie "Chemii" powiedzieć, że był naprawdę wyjątkowy. Cechowała go znakomicie obliczona na widza finezja niewidocznej z zewnątrz konstrukcji, w ciekawy i oryginalny sposób (wiązki słupów w kształcie litery V) dźwigającej zarówno płaszczyzny stropodachów jak i "zawieszony" w przestrzeni wewnętrznej strop pierwszego piętra. Rozwiązanie to pozwoliło również odpowiednio do potrzeb doświetlić wnętrze parteru padającym z góry naturalnym światłem. Środkową częśc budynku zajmował betonowy trzon konstrukcji dźwigu towarowego i pomieszczenia biurowego, służącego do komunikacji z umieszonymi w piwnicach magazynami. Trzon ten, obudowany do wysokości 2 metrów, ginął wśród regałów i innych sprzętów użytkowych, dematerializując się przed okiem obserwatora i nie naruszając wizualnie konstrukcji i bryły budynku. Niesymetrycznie skomponowana geometria stalowych schodów wiodących na piętro potęgowała wrażenie "uporządkowanej asymetrii" wnętrza pawilonu. Gdzie nie spojrzeć, pionowe i poziome płaszczyzny ścian i stropów łamane były elementami konstrukcji nośnej lub trapezoidalnymi ramami szczytowych otworów okiennych. Całości dopełniało wszechogarniające pawilon szkło szyb wystawowych, uwolnionych od jakichkolwiek elementów nośnych. Kurtynowa elewacja stała zaś u podstaw założenia transparentności architektury. Zamierzony ten efekt zrealizowany został perfekcyjnie - ciekawy za dnia, po zmroku pawilon "Chemii" dematerializował się w otoczeniu. Rozświetlone sztucznym światłem wnętrze przenikało przez wielkie połacie szyb wystawowych na zewnątrz, stanowiąc fenomen wizualny na tle ciemnych ścian otaczających plac wysokich budynków. Kto tego nie widział, nigdy nie pojmie źródła prawdy.

Modernistyczne, nowoczesne w wyrazie i funkcji wnętrze ozdobione zostało jednym tylko elementem plastycznym - abstrakcyjną kompozycją malarską Anieli Bogusławskiej, żony architekta, umieszczoną na zachodniej ścianie betonowego szybu komunikacyjnego na wysokości pierwszej kondygnacji. Na zewnątrz, wieczorami świeciły zaś neony z oryginalnie zaprojektowanymi literami układającymi się w napis "chemia".

Pawilon przy Brackiej stał się w latach 60. XX wieku jednym z symboli tożsamości i nowoczesności miasta. Obok pofałdowanych struktur przekryć przystanków linii średnicowej, dworca PKP Warszawa-Gdańska czy Supersamu, stanowił prawdziwie ultranowoczesną jakość w przestrzeni wciąż podnoszącej się z gruzów wojny stolicy. Był też miejscem, gdzie można było kupić towary w owym czasie wyjątkowe - modne, tanie i lekkie wyroby przemysłu chemicznego. Nazwa sklepu stała się też trwałym elementem codziennego języka mieszkańców Warszawy - widziało się lub kupowało "w Chemii", przejeżdżało się "obok Chemii" itd.

Jak bardzo można zohydzić społeczeństwu modernistyczną architekturę pokazały lata 90. i okres tzw. przemian ustrojowych. Nudne i obce niektórym pojęcia takie jak "piękno”, "finezja", "czystość" czy "transparentność" zastąpione zostały jednym słowem - "komercja". Tym samym, modernistyczna perełka szybko zaczęła tracić naturalny błysk i barwę, ginąc pod warstwami brudu, szmat i krzyczących swą beznadziejną brzydotą reklam punktów xero, pieczątek czy innych lumpeksów. Dewastacji uległy oryginalne, wolnostąjące gabloty reklamowe przed głównym wejściem od ulicy Mysiej. Komuś innemu przeszkadzał tu również neon. Nawet neutralna przestrzennie kompozycja plastyczna Anieli Bogusławskiej wewnątrz pawilonu zniknęła pod falistą, szarą płytą, zapewne w celu ochrony klientów lumpeksu przed jakimikolwiek konkurencyjnymi doznaniami estetycznymi.

Stal i szkło źle znoszą brud. Szybko tracą połysk i sprawiają wrażenie starych, zniszczonych. A przecież wymagają tylko podstawowej pielęgnacji. W Polsce ostatnich lat to główny (jakże cyniczny i fałszywy) argument za tym, by architekturę modernistyczną czasów peerelu burzyć, "bo brzydka", czy "urbanistycznie niepoprawna"... Należy też uczciwie powiedzieć, że urzędnicy miejscy nie mieli żadnego pomysłu na wykorzystanie placu i stojącego na nim pawilonu. Atrakcyjną działkę sprzedano a los unikalnego obiektu został przesądzony. 10 kwietnia 2008 roku na Bracką wprowadzono ciężki sprzęt burzący. Nie ocalało nic, co stanowiło jakąkolwiek wartość dla miłośnika sztuki czy dizajnu tamtych lat. Stalowe szczęki buldożera zdemolowały jedyny ocalały neon, którego losem wcześniej nie zainteresował się nikt. Głośne medialnie deklaracje instytucji w rodzaju Muzeum Sztuki Nowoczesnej okazały się pustosłowiem (ocalono jedynie neon burzonego kina Skarpa). Pod zwałami pogiętej stali, gruzu i potłuczonego szkła znalazła się również kompozycja malarska Anieli Bogusławskiej. Jeszcze 11 kwietnia jej część wystawała rozpaczliwie spod gruzów, symbolizując jednoznacznie obecny stan (braku) opieki nad dziełami sztuki i architektury minionego ustroju.

Foto i opracowanie © 2010 Paweł Giergoń
Foto archiwalne: KAW, Projekt 1961 nr 5-6

Bibliografia:
Stanisław Jankowski, Pawilon Chemii, Stolica 1959 nr 40
Pawilon handlowy Chemia w Warszawie, Architektura 1964 nr 2



redakcja|nota prawna
© 2003-2018 sztuka.net   Wszelkie prawa zastrzeżone.